Czyż nie jest to najlepszy strój dla człowieka z radia? Nie znam wieku, z którego pochodzi ta zbroja, ale dam sobie kopię złamać, że została wykuta z myślą o nas. Masz dość playlisty swojej stacji - z zatyczkami do uszu wskakujesz w blaszane spodnie i równie niezniszczalny tiszert. Szef pokazuje Ci każdego dnia swoje odsłonięte pięty i sugeruje jak jesteś mały - wsuwasz na nogi metalowe okucia stóp. Koledzy kradną twoje pomysły i wygrywają tym u szefów, podczas gdy ty dostawałeś za to samo w dupę - prostujesz kopię i dźgasz nią 'przyjaciół' z redakcji we wspomniane pośladki. I już czujesz się lepiej.
Polecam tę metodę. Wprawdzie autor tych słów skończył dopiero lat 26 to już od 11 wiosen bawi się w radio. To magiczne niegdyś słowo stało się teraz synonimem grającej szafy, w której człowiek potrzebny jest jedynie do naciśnięcia dwóch guzików, ale niżej podpisany wciąż wierzy, że prędzej czy później szlag trafi zawartość tego pudła. Co wtedy? Może mikrofon znów stanie się pośrednikiem na fali człowiek - człowiek a nie człowiek - słupek?
W oczekiwaniu na cud piszę sobie. Miłej lektury.
Jarosław Kuźniar